Rodzina i Przyjaciele "Morskiego Psa"
Moi Drodzy!
Zawsze po powrocie z Helu wszyscy pytają mnie - "no i jak tam było? - opowiedz!" Wychodząc naprzeciw Waszym pytaniom, zainspirowany przez Astona z "Neviditelneho psa" spisuję dla Was poniższe relacje.
* * * * * * *
15 maja 2010
Szanowni czytelnicy!
Zaczynamy przewidzianą na tydzień wyprawę do północnej Norwegii, w celu przeprowadzenia dokumentacji baterii 406 mm Trondenes, która tam sie znajduje.
Wyprawa zorganizowana przez MOW liczy 6 uczestników, jedziemy wynajetym mikrobusem, w jedną stronę to 3 200 km.
Relacje, nadsyłane w miarę możliwości na bieżąco, będziecie Państwo mogli przeczytać :
== tutaj ==
.
13 maja 2010
Dostałem właśnie takiego sms-a:
Na pokład samolotu lecacego do Samoleńska wsiadł człowiek kłótliwy, przeciętny prezydent, zaściankowy, ksenofobiczny, mierny polityk. Autor słów: "spieprzaj dziadu", "małpa w czerwonym", "ja panią załatwię", nie znający za to słów refrenu hymnu...Długo się zastanawiałem, czy zacytować ten sms, który gorzkim żądłem ironii sięga być może zbyt daleko...
Pośmiewisko nie tylko satyryków, ale całej Europy i prezydent z rekordowo niskim popraciem społecznym...
W trumnie ze Smoleńska przywieziono "wybitnego mąża stanu", "patriotę", "bohatera narodowego", "ojca narodu", "największego Polaka", "równego królom".
22 kwietnia 2010
Wielkimi krokami zbliża się otwarcie sezonu w naszym Muzeum. Znajomi ciagle sie pytają - co wy tam właściwie robicie? To bardzo trudno opisać, choc każdy dzień składa sie z nieustannej bieganiny i wytężania umysłu - a czasem i mięśni. Mamy na szczęście do pomocy kilku pracowników przysłanych przez Miasto, ale i tak każdy z nas musi dać z siebie wszystko. Pomysłowość nie zna granic - z braku pieniędzy realizujemy coraz osobliwsze pomysły i po burzliwych naradach co pół godziny idziemy o kroczek do przodu z naszą nową wystawą. I w ten sposób w pustym, betonowym pomieszceniu bunkra powstaje wystawa, pełna jednoczesnie nastroju i informacji o naszej historii.
Jest zimno, przenikliwie zimno - mimo słonecznych dni, w nocy był kilkukrotnie przymrozek i miałem szron na aucie.
W Muzeum staram się poruszać w rękawiczkach, bo tylko drobną cześć pracy mogę wykonywać w ogrzewanym pomieszczeniu. Za to tam właśnie siedzi Kłapek, mający do dyspozycji pikowane legowisko-budkę i masę zabawek, lin, klocków do gryzienia itp.
W czasie każdej mojej dłuższej nieobecności wykazuje przedsiębiorczość jak małe dziecko - ciągle szuka do zabawy czegoś nowego, czego zapomniałem zabrać z zasięgu jego ząbków. Dziś ściągnął (nie mam pojęcia jak?) wielka flagę służb celnych ale nie poniosła na szczęście żadnego szwanku.
Jednym z naszych pomysłów jest użycie w ekspozycji maszyny do pisania z wkręconym arkuszem tekstu. Poszedłem do magazynu i spośród wielu stojących tam maszyn wybrałem jedną, które wydawała się najlepiej pasować do epoki i do postawionego jej zadania. Zaniosłem ja do siebie, wytarłem z kurzu i wtedy stwierdziłem, że to moja dobra znajoma - stara maszyna mojego Taty! Pisał na niej niemal całe powojenne życie, dopiero na kilka lat przed śmiercią przeszedł na pracę na komputerze.
Wkręciłem papier i uderzyłem w klawisze - i doznałem niezwykłego uczucia bliskości Ojca. Maszyna, której od co najmniej 11 lat nikt nie dotykał zaczęła (bez zmiany taśmy!) pisać, czysto i wyraźnie, tak, jakby cofnął sie czas i mój Tata znów był blisko…
Zagłębiłem się we ciepłych wspomnieniach, szkoda, że On nie może się cieszyć razem ze mną, także z użycia Jego starej maszyny, w naszej najnowszej ekspozycji…
(to co widzicie na zdjęciu obok to tylko przymiarka, a nie gotowa ekspozycja!)
23 marca 2010
Już zdecydowana wiosna. Śnieg w przeciągu ostatnich dni po prostu zniknął - obyło się niemal bez błota i roztopów. Niemal - bo starczyło tego błota, żeby ubrudzić buty, podłogę, auto - no ale to wszystko się wypucuje. Od rana ptaki śpiewają jak szalone. Rano wszedłem z Kłapkiem na taras na piętrze i zbierałem śmieci nagromadzone przez zimę. Kłapek obwąchał starannie nieco podartą i brudną piłkę tenisową, która wyraźnie ktoś nam wrzucił. Schyliłem się po nią, a wtedy "piłka" zrobiła frrrrrr…. i chwiejnym lotem młodego ptaszka odleciała na sąsiedni dach! A więc rzeczywiście wiosna!
Wszyscy napotkani znajomi dziwią się ciągle co my w tym zamkniętym muzeum robimy. A tu praca naprawdę wre. Oprócz czysto fizycznej pracy - malowania, sprzątania, montowania gablot - w czym pomagają nam dochodzący pracownicy, najwięcej czasu pochłaniają prace przy doborze eksponatów na wystawę, doborze zdjęć i dokumentów, projektowaniu stojaczków i podstawek, ostrym dyskusjom i zmiennym koncepcjom wystawienniczym - no bo jak się nie ma co się lubi - to trzeba robić z tego co się ma….. To co mi teraz dokucza najbardziej - to nieustannie marznące ręce - jak wychodzę na chwilkę z bunkra, to na ogół bez rękawiczek, a potem ręce długo nie mogą się rozgrzać… Mam alternatywę: rozgrzać ręce albo na kloszu lampy biurkowej, albo na ciepłym boczku laptopa. Robie sobie kawusię, relaksuje się i marzę… Marzę o gorącym lecie, o wydmach nad morzem, o leśnych ścieżkach - a na razie co chwila ktoś wpada do pokoju z jakimś problemem. Kłapek spożył właśnie twarożek na drugie śniadanie - a ja wracam do roboty.
Pod wieczór jest tak piękne słońce, że odstawiam auto i pędzimy z Kłapkiem nad morze, naszą ulubioną drogą koło szlabanu. Jest pięknie i pusto, jesteśmy zupełnie sami, znów można pomarzyć i odpocząć psychicznie. Idziemy plażą w stronę Cypla - po drodze na piasku niesamowita ilość rybich, niemal identycznych szkieletów. Z Cypla schodzimy do portu - tu od Gdyni zdrowo wieje, dobrze na to patrzeć ze spokojnego lądu. Jeszcze obrazek z portu: blisko siebie stoją dwa tiry pełne skrzynek na ryby. Każdy z nich rozładowuje trzech ludzi. W jednym - pierwszy z nich dosuwa wieżę ze skrzynek do krawędzi auta, a dwu następnych panów zestawia to na ziemię. Przy drugim tirze łoskot za łoskotem - to jeden z panów dosuwa wieżę ze skrzynek do krawędzi auta - po czym zrzuca je na bezładny stos na beton. Pozostali dwaj panowie wyciągają skrzynki z tego kopca i starannie je ustawiają w wieże.. Cóż, można i tak…
Wracamy do domu zmęczeni i głodni. Obiad, szybkie mycie... i z rozkoszą zapadam się w ciemnej studni snu…
9 marca 2010
Dziś rano dostałem telefon z szokującą mnie informacją:
dziś w nocy, w swoim domu zmarł nagle Romuald Nowak, jeden z
twórców naszego Muzeum, zapalony kolekcjoner helskich zbiorów,
twórca i właściciel wielkiej ekspozycji medycznej wystawionej
w naszym Muzeum, nieustający w trudzie konserwowania eksponatów
i opowiadania o nich - jeden z nas...
Od dawna nękała go choroba, walczył z nią, czuł się raz
lepiej, raz gorzej, przed kilkoma dniami umawiał się już, że
jest silniejszy i wpadnie do nas, do Muzeum...
A teraz już go nie ma.... Na zawsze...
W radiu śpiewa właśnie IRA:
Zatrzymaj mnie nie daj mi odejść
Zapomnę cię nie będzie już nic
Cienie we mgle jak znajdę drogę
Jutro już nikt a dziś jeszcze my...
7 marca 2010
Mój serdeczny kolega Zbyszek R. nadesłał mi "Apel do Kobiet Helskich" - który niniejszym publikuję, jako perełkę epistolografii - i coś pasującego do jutrzejszego święta. A przy okazji PRZEMIŁYM PANIOM żyzczę samych słodkich dni, powodów do codziennego uśmiechu i doznawania szczęścia na codzień.
APEL DO KOBIET HELSKICH!
Onegdaj do Waszego pięknego miasta z centralnej Polski przybył znany badacz, podróżnik i muzealnik,wielce Szanowny Człowiek o imieniu Władysław.
Ten zdolny do wielkich czynów i poświęceń Człowiek postanowił stworzyć nową atrakcję turystyczną w mieście i wykorzystać do tego celu potężne stanowisko artyleryjskie pozostałe po baterii niemieckiej.
Zamysł który Mu przyświeca, to wybudowanie na tym stanowisku wielkiej wyrzutni rurowo-szynowej z której startowałaby kapsuła turystyczna, zabierająca kilkunastu pasażerów. Start następowałby w południe czasu miejscowego i po okrążeniu przez kapsułę naszego globu, następnego dnia następowałoby lądowanie lotem ślizgowym w rejonie (nomen omen) Władysławowa.Dodatkową atrakcją turystyczną tego lądowania byłoby wytracanie szybkości przez kapsułę poprzez odbijanie się od wody tzw. żabką wzdłuż półwyspu, dzięki czemu można będzie oglądać z morza kolejne miejscowości pięknegp Półwyspu Helskiego.
Znając zacnego Władysława, wiemy, że ta idea pochłonie Go całkowicie, przez co może On zapomnieć o tak prozaicznych sprawach jak odżywianie się, sen a nawet ubiór.
Dlatego też apelujemy do Was wielce Szanowne Panie, abyście w sposób matczyny i ciepły spojrzały na tego Człowieka. Jeśli któraś z Pań widzi, że Władysław jest niedożywiony, przypomnijcie Mu o potrzebie zjedzenia posiłku i to nie z puszki. Zmęczona twarz, podkrążone oczy powinny skłonić Panie do przypomnienia rzeczonemu Władysławowi, że człowiek powinien spać co najmniej 8 godzin. Warto też sprawdzić, czy w chłodne dni jest odpowiednio ubrany i delikatnie spytać czy włożył ciepłe gacie.
Pragniemy jeszcze raz usilnie zaapelować, aby kontakty z Tym Człowiekiem miały wyłącznie charakter matczyno-opiekuńczy, albowiem Władysław złożył śluby czystości i jakiekolwiek kontakty erotyczno-miłosne są Mu całkowicie obojętne a nawet obrzydliwe.
Władysławie ! realizuj Swoje Dzieło, jesteśmy z Tobą
Przyjaciele.
Za oknem stoi moje auteczko, któremu nabijam akumulator. Okazało się, że codzienne jazdy na krótkiej trasie do Muzeum
są dla akumulatora zabójcze, a nowoczesne silniki więcej zużyją niż wyprodukują prądu na takiej trasie.
Okazało się to w dość przykry sposób: Naokoło zima, śniegi - jak na Hel - kopne (tak ok 5 cm) i na tę pogodę zjechali do MOW goście
z Australii.
Kangury pierwszy raz widziały śnieg i to była dla nich taka atrakcja, że nawet unieruchomienie auta, którym mieliśmy jeździć
na zwiedzanie nie popsuło im humoru.
Pogoda była na szczęście śliczna i drepcząc po nieskalanym miejscami śniegu obeszliśmy zarówno całe Muzeum, jak i Cypel i
inne helskie atrakcje. Goście byli zachwyceni Helem, jego zabytkami, plażą, niespotykanym u nich, egzotycznym dla nich lasem -
no i oczywiście naszym Muzeum Obrony Wybrzeża!
Z nami niemal wszędzie dzielnie drałował Kłapek, już stały "pracownik" i bywalec Muzeum. Musiałem mu kupić do muzeum zabaweczki,
bo się dziecko nudziło, kiedy Pan pracował, czy też wychodził z ogrzewanego pokoju do pracy gdzie indziej.
Kłapek przeprosił się w muzeum ze swoją budką, której wcześniej nie akceptował i kiedy stukam godzinami w klawisze komputera, on śpi zwinięty w precelek - no chyba,
że usłyszy odgłos krojenia paróweczek na lunch dla niego. Tak sobie żyjemy pomalutku, nowa wystawa z dnia na dzień nabiera kształtów
choć pracy jeszce tyle, że aż się boję pomyśleć. Ale damy radę. Musimy!
Helska "mała plaża" pełna ptaków. Nieprzeliczalne ilości nawet łabędzi, wspaniałych MEW i licznych innych, mniejszych, po prostu mrooowia! Cała ta Boża Trzódka, żyje, lata, gada, śpiewa coraz piękniej
- i z czegoś żyje, bo osób karmiących tak mało, że to raczej karmienia symboliczne. W porcie kutry rybackie - niemal wyłącznie spoza
Helu. Dwukrotnie widziałem także wielkie kutry skandynawskie, rozładowujące u nas ogromne ilości ryby - czyżby ich limity
połowowe nie obowiązywały?
Dziś rano odprowadzałem Kangurów na pociąg. Na Wiejskiej kłębiła się mimo wczesnej pory i mrozu spora grupka Panów, których zainteresowania
skierowane były wyłącznie na wypicie czegoś z procentami. Moi Australijczycy ominęli ich szerokim łukiem, a na pociechę powiedzieli
mi, że u nich też istnieje problem alkoholików. Słaba pociecha...
Wyskakuję teraz do auta - może już odpali?
31 stycznia 2010
Przed laty, gdy jeszcze nawet nie marzyliśmy o osiedleniu się w Helu jeździliśmy na wakacje nad morze - z dziećmi i z naszym psem - Bejem. Pies w tych czasach sprawiał stały kłopot - mało kto chciał wynająć wczasowiczom z psem. Kiedyś pani siedząca w informacji turystycznej w Jastarni, zapytana przez nas, gdzie moglibyśmy wynająć pokój i mieszkać z psem - zareagowała niemal histerycznym zdumieniem i oburzeniem.
Dzięki Bejowi, naszemu nieodżałowanemu "Psu Morskiemu" zakupiliśmy w końcu ziemię w Helu i zbudowaliśmy własny dom. W naszym domu z sympatią przyjmujemy właścicieli zwierząt - i jak na razie jedyne zniszczenia poczynili ludzie, a zwierzęta nigdy. Poza psami mieszkają u nas regularnie koty, króliki a nawet ptaszki w klatkach. .
Jedni nasi wieloletni goście mieli u nas całkiem nietypowa przygodę. Pod pokój, w którym mieszkali przybłąkało się kiedyś bezbronne, czarne helskie kocię. Nie bało się ludzi i było chude jak szkielecik. Znajomi zaczęli je dokarmiać - co się spotkało z naszą zdecydowaną reprymendą - Wy wyjedziecie, a kot przyzwyczajony do darmowej michy umrze z głodu! Jeśli chcecie zająć się losem tej koteczki - to już poważnie i na stałe! Nasza oferta została potraktowana poważnie - kotka została udomowiona i okazała się ślicznym i mądrym zwierzakiem i z imieniem Lady Hela - mieszka teraz w swoim własnym, ciepłym i przyjaznym domu - możecie ją zobaczyć na zdjęciu obok, w objęciach swojej nowej Pani.
My tez ostatnio wzięliśmy pieska ze schroniska - nazywa się Kłapek i jest uroczą przytulanką - lecz jak na razie boi się i gryzie obcych - to pozostałość przykrych przeżyć bezdomności… Do obejrzenia dla przyjaciół na stronach prywatnych
A może i wy pomyślicie o udomowieniu jakiegoś bezpańskiego zwierzaczka? Ale to poważna decyzja, nie podejmujcie jej pochopnie - wzięcie zwierzaka i porzucenie go po jakimś czasie - to wołający o pomstę do nieba skandal...
4 stycznia 2010
Witajcie moi Drodzy w Nowym Roku, życzę Wam WSZELKIEJ pomyślności!
Tak dawno nie pisałem - że aż wstyd... Już kilka osób zwróciło mi uwagę, że się lenię, że chcą tu czytać nowości. Było mi bardzo przyjemnie to usłyszeć i zmobilizowało do ponownego pisania. Rozleniwiłem się, siedzę przy klawiaturze, a słowa i tematy uciekają. Co innego pod prysznicem - tam ciągle nachodzą mnie wspaniałe i barwne zdania - chyba sobie będę tam brał kartkę i ołówek!
Nie będę pisał jak minął rok w Helu o tym staram się sygnalizować na stronie naszego Muzeum, - które obecnie ma pierwszeństwo przed innymi moimi zajęciami. Ja, świeży emeryt mam zajęć ponad swoje możliwości, no bo marzenia i plany ciągle wyprzedzają realia..
Z wielkim pośpiechem i jeszcze większym zamieszaniem szykowaliśmy się z naszymi Przyjaciółmi do Sylwestra, ale ta noc przeszła nasze oczekiwania. Helskie kasyno - tak niestety wymarłe przez większość roku, powitało nas kotylionami, a nasze Panie pięknymi, bordowymi różami. Czekały nas pięknie i smakowicie nakryte stoły, pełne jedzonka, którego ku wielkiemu smutkowi nie daliśmy rady zjeść nawet w części…
Przywitaliśmy sąsiadów i znajomych, ruszyliśmy na parkiet. Bardzo skoczna muzyka porywała do tańca, nie przeszkadzał nam ani nie najmodniejszy repertuar, ani to że po północy melodie się zaczęły powtarzać - grali tak, że nikt nie miał ochoty siedzieć, a nogi do tańca rwały się, nawet po kilku godzinach pląsów. Na parkiecie szalała urocza nieznajoma w czerwonej sukience, która tańczyła całą sobą dynamicznie, oszałamiająco, z tak niezwykłym zaangażowaniem i werwą, że przyjemnie było patrzeć. Gdy muzyka przestawała grać - Ona gasła, jakby ktoś odłączył zasilanie i szła do stolika jakby w letargu - a gdy znów zabrzmiała kolejna melodia - ruszała w uniesieniu w ekspresyjny taniec.
Miłym zaskoczeniem była wspaniała obsługa, godna naprawdę lokalu na bardzo wysokim poziomie. Kelnerki opiekowały się naszymi stołami jak ciche, wszechobecne cienie, wykazując się jednocześnie fachowością obsługi, o jakiej często można tylko pomarzyć w innych lokalach.
W końcu orkiestra ogłosiła północ, strzeliły korki szampana, złożyliśmy sobie życzenia i te prywatne, intymne i te oficjalne - powszechnego szczęścia i zdrowia. Feeria rakiet i fajerwerków uczciła Nowy Rok - niech się nam w nim dobrze wiedzie!
Ja po 8 godzinach balowania osłabłem, więc o 4 rano nasza grupa ruszyła przez cichy, spokojny Hel do domów.
Nie wszędzie jednak było tak słodko. Spotkaliśmy "balowiczów", których jedyną rozrywką były bełkotliwe, pijane wrzaski i przekleństwa od wczesnego wieczora, natknęliśmy się na połamane, zdewastowane płoty, złamany szlaban w Polo - namacalne dowody, że pijackie oszołomienie, głupota i agresja są nierozerwalnie związane z ludzka naturą.
W Nowy Rok ruszyliśmy zgodnie z naszą "nową świecką tradycją" w południe nad brzeg morza w gronie przyjaciół, by pospacerować bez całorocznych stresów, by powdychać czarowne, morskie powietrze.
Następnego dnia odwiedziliśmy w pięknie padającym śniegu jastarnickie schrony bojowe. Las był uroczy, przy schronie Sęp powitało nas wzburzone morze i unoszące się nad głowami MEWY. A potem przykry widok wymarłych, opuszczonych ulic gwarnej latem Jastarni. Hel w zimie zawsze podoba mi się w przeciwieństwie do innych nadmorskich miejscowości. Tu życie nie zamiera tak całkiem, tu nie pustoszeją całe rejony - jak w odwiedzonej właśnie przez nas Jastarni. Latem niestety widać w Helu cały nieporządek, brud i zaniedbanie. Gdyby tak ktoś chciał u nas zbudować Aquapark, SPA czy coś podobnego - wierzę, że i Hel podciągnął by się do wyższego poziomu.
4 maja 2008
Trzeba zacząć od tego, że niestety pogoda nie dopisała. Można przypuszczać, że to zgubny wpływ obecności w Helu głównego speca od pogody - red. Zubilewicza z TVN, który musiał się dosłownie opędzać od turystów pragnących od niego nadziei słońca - ale o tym za chwilę…
A zaczęło się tak pięknie! Po moim przyjeździe do Helu znów powitały mnie przejmująco śpiewające ptaki i słońce. Skosiłem trawnik i jak prawdziwy spracowany żniwiarz zdrzemnąłem się pod gołym niebem. Widocznie dodało mi to sił - bo dalsze półtora dnia spędziłem niezwykle pracowicie - naprawiając i malując furtkę i pomagając w generalnych porządkach w domu. Wszędzie naokoło rosną nowe budowle - potężnie opóźniony i ciągle nie gotowy apartamentowiec, prywatne pensjonaty no i ciągle nieuruchomiony market Polo.
W Muzeum Obrony Wybrzeża gorączkowo przygotowujemy wystawę do umieszczenia na samym Cyplu - na odrestaurowanym stanowisku nr 4 baterii Laskowskiego. Jeżdżę tam i z powrotem wożąc oszklone plansze na wystawę i benzynę do agregatu - ciągle nie mamy zgody Nadleśnictwa na położenie wzdłuż brukowanej drogi kabla elektrycznego. Za którymś przejazdem zatrzymuje mnie patrol policyjny pod zarzutem, że wjeżdżam tam, gdzie wjeżdżać nie wolno - na szczęście argument o tworzonej przez nas ekspozycji odnosi skutek. W dniu otwarcia wystawy pracujemy już od 8 rano, bo o 10-tej mają nadejść przedstawiciele Władz miasta i ocenić naszą pracę jako pierwsi honorowi goście. Wystawę otwieramy wraz z pierwszą mżawką - potem jest już tylko mokrzej… Na baterii pojawia się ekipa TVN i zostaję z znienacka porwany przez red. Zubilewicza do przywitania telewidzów i zaproszenia ich na naszą wystawę. Rusza sprzedaż cegiełek, które są w całości przeznaczone na utrzymanie porządku na tym stanowisku baterii, a jeśli frekwencja dopisze - to i na renowację dalszych obiektów.
Mimo iż padało z każdą godziną coraz lepiej - ilość gości w Helu była po prostu nieprawdopodobna. Nasze Muzeum odwiedziła także grupa Szwedów z redaktorem miesięcznika "Forty i Bunkry" Leifem Högbergiem na czele. Zwiedzałem z nimi bunkier po bunkrze - aż osłabli i poszli na obiad. Potem zrelacjonowali, że odwiedzili trzydzieści kilka restauracyjek (to prawdziwe bogactwo Helu) i dopiero w ostatniej znaleźli wolny stolik i smacznie zjedli. Chcieli mi się nawet pochwalić nazwą tej restauracji - ale okazało się, że za jej nazwę wzięli słowo "RACHUNEK" wydrukowane wielkimi literami na kwitku - oczywiście nazwy restauracji tam nie było nawet śladu. Ten przykład, podobnie jak brak szyldów na niektórych helskich sklepach, dowodzi całkowitej ignorancji właścicieli takich lokali w sprawach reklamowania własnego interesu. W znajomym spożywczaku od kilku lat namawiamy właścicielkę na szyld z nazwą, który pomoże skierować do niej turystów - bezskutecznie….
Idziemy ze Szwedami odwiedzić M.O.W. - są zaszokowani tym, ile zrobiliśmy przez ostatnie 2 lata - oni byli tam wkrótce po otwarciu. Deszcz mży a mimo tego wszędzie pełno aut i turystów - Hel jest naprawdę piękny i nawet spacery w deszczu mogą być fajne, zwłaszcza jak się spaceruje w miłym towarzystwie.
Post scriptum:
Właśnie się dowiedziałem że 1 maja zmarł komandor Zbigniew Kowalski, oficer artylerii z Wichra w 1939 roku, a potem dowódca baterii koło góry Szwedów w obronie Helu. Zapraszał mnie właśnie w maju na kawę, przemiły, sympatyczny pan, doskonały rozmówca. Napisał niedawno dla MOW bardzo ciekawą, choć niestety niezbyt obszerną relację - ale w wieku 96 lat to wspaniałe osiągnięcie - a dla Niego był to wielki wysiłek i powrót bolesnych wspomnień.
Niech spoczywa w spokoju...
13 kwietnia 2008
Wjeżdżamy do Helu późną nocą... Nieopodal dworca, dookoła nowego supermarketu mimo nocnej pory pełno świateł, widać w całej okazałości rozgrzebany sklepowy parking, a w środku jacyś ludzie zaczynają ustawiać regały. Na fasadzie trzepoce na wietrze wielkie ogłoszenie o poszukiwaniu pracowników. Helu jest podobno bezrobocie, ale jednocześnie znalezienie kogoś do pracy często graniczy z cudem. Jestem ciekaw, jak market poradzi sobie z rekrutacją - my w Muzeum często bezskutecznie szukamy pracowników chętnych wykonać najprostsze prace.
Rano wita mnie rześki ranek i piękne ptasie tryle - aż żałuję, że jestem takim ornitologicznym ignorantem..... W południe pogoda sie psuje i załatwiam wszelkie zaległe i pilne sprawy MOW w siąpiącym deszczu. Na naradzie roboczej w Muzeum dowiaduję się, że znalazły się kolejne osoby, którym nasza działalność jest solą w oku. Oni sami mimo naszych ciągłych apeli nie zrobili nic dla ochronienia helskich zabytków, nie zrobili nic dla powstania czy rozwoju Muzeum Obrony Wybrzeża, ale gdy grupka pasjonatów poświęcając własny wysiłek i czas zaczęła odnosić znaczące sukcesy - to zaczęło im wyraźnie doskwierać.
Plotki, pomówienia i przekręcanie faktów - których źrodłem jest zapiekła zawiść ludzka jednego, jedynego Helanina zręcznie szczującego innych -
to oręż z którym bardzo ciężko walczyć. Niestety wydaje się zwyciężać pogląd, że skoro każdy nie może otrzymać po równo -
to lepiej żeby nikt nie dostał nic. Po prostu lokalne piekiełko.
Jak w anegdocie o wieśniaku, którego dobry Pan Bóg postanowił obdarować,
stawiając mu tylko jeden warunek - jego sąsiadowi da w dwójnasób tego, czego zażąda ów wieśniak.
I czegóż zażądał dobry, przyjacielski wieśniak po namyśle?
"- Panie Boże, oślep mnie na jedno oko!"
Staramy się nieustannie wszystko wyjaśniać,
dokumentujemy nasz każdy krok, jednak ciągle to nie przekonuje niektórych osób. Staramy się rozwijać Muzeum, powiekszać i ulepszać nasze wystawy,
chronić coraz więcej zabytków nieustannie rozkradanych nocami przy całkowitej obojętności osób, które o tym wiedzą - jednak dalej są tacy,
którzy są z naszej działalności nieustannie niezadowoleni. Zdają się nie rozumieć nawet tego, że dzięki działalności MOW na Helu pojawia wielokrotnie
więcej turystów, którzy są niemal jedynym źródłem utrzymania większości Helan.
Chyba już łatwiej jest nam się bronić przed ponawianymi
co pewien czas atakami oszołomów, którzy nie zadawszy sobie trudu obejrzenia naszych ekspozycji zarzucają na, że jesteśmy rzekomo "muzeum hitlerowskim"!
Niedzielny ranek wynagradza wszystkie smutki - jest jak z obrazka, słońce osusza kałuże, mamy okazję zrobić najpilniejsze prace ogródkowe no i spakować auto bez użycia parasoli. Niesety, nie mamy czasu nawet na krótki spacerek... I właśnie wtedy, gdy zaczęła się przepiękna, wiosenna pogoda - musimy odjechać.
Post scriptum:
Dzięki mojej skromnej pomocy właśnie udało sie na nowo uruchomić stronę www mojego ukochanego pisarza - kapitana Karola Olgierda Borchardta.
http://borchardt.com.pl/.
Niestety, domenę borchardt.pl przejął ktoś inny, chyba licząc na jakieś zyski ...
16 marca 2008
Szanowni Czytelnicy! - Wracam do pisania !
Wracam znów do pisania nowinek w tym dziale - długa przerwa w pisaniu wynikała z mojego aktywnego zaangażowania się w prace Muzeum Obrony Wybrzeża (M.O.W.) w Helu (http://helmuzeum.pl) i z faktu pisania wielu artykułów do naszej "Helskiej Blizy". (Te opublikowane artykuły można przeczytać na stronie http://hela.com.pl/publikacje/ - najnowsze postaram się uzupełnić wkrotce… )
Ostatnio "Helska Bliza" z tygodnika stała się z konieczności miesięcznikiem. Redakcja bezskutecznie usiłowała zwerbować chętnych do darmowego pisania i pomocy w wydawaniu pisma, a zadania dotyczące bieżących prac M.O.W. stawiane są na pierwszym miejscu, więc na wydawanie pisma nie ma czasu i materiałów…
Wróciłem właśnie z Helu - jak zwykle niechętnie i z nostalgią… Tu wszędzie czuje się nadciągającą wiosnę - kwitnie już wiele kwiatów, na drzewach pokazują się nieśmiało zielone listki, aż serce rośnie! Ulice puste jak wymiecione, nawet kosze na śmieci w całym Helu zniknęły w tajemniczym celu - widocznie ktoś uważa, że jak nie ma koszy - to nie będzie i śmieci. W M.O.W. szczyt "martwego sezonu" - zwiedzających można policzyć na palcach, a oczekujące nas do rozpoczęcia sezonu prace przytłaczają ilością. Wolontariuszy teraz jak na lekarstwo, zresztą każdemu trzeba tak szczegółowo tłumaczyć co ma robić, że czasem lepiej zrobić samemu.
W końcu udaje mi się jednak wyrwać na spacer - idziemy z przyjaciółmi plażą w stronę cypla i nagle SZOK! - Cypla nie ma! - Zamiast Cypla jest Zatoka, którą ostatnie sztormy wyrwały "w samym czubku". Woda pożarła teren aż do podmytych wydm tworzących istne urwisko. Plaża w okolicy jest niesamowicie zaśmiecona odłamkami drewna, korzeniami i gałęziami - powstał krajobraz zupełnie księżycowy, uzupełniony dodatkowo pociętymi fragmentami drzew zwalonych przez sztormy.
Za Cyplem znów niespodzianka - fale tak atakowały okolice resztek przedwojennego działa nr.1 z bat.Laskowskiego, że tworzą one obecnie ostrogę znacznie wysuniętą w morze. W jej pobliżu, w celu uniknięcia zalania najniżej położonego terenu Cypla ułożono specjalną konstrukcję z drągów, wypełnioną workami z piaskiem.
Uratowane w zeszłym roku przed siła szalejącego sztormu działo 100mm nie zostało ponownie uszkodzone, ale póki nie zasypie się gigantycznej wyrwy powstałej między nim a starym falochronem, to wystarczy sztorm z innego kierunku i znów będzie się osuwać….
W porcie oglądamy nowy, ogromny budynek - ma to być sieciarnia dla potrzeb miejscowych rybaków. Jednak ostatnio ilość rybaków i ich połowy zastraszająco maleją z powodów atakujących nas przepisów unijnych i coraz mniejszej rentowności tego zawodu w Polsce.
Na zakończenie dzisiejszych wiadomości muszę jeszcze wspomnieć o budującym się w Helu w ślimaczym tempie markecie Polo. Aby zbudować ten paskudny, absolutnie niepasujący do helskiego kolorytu szklany barak wojsko sprzedało inwestorowi największy budynek osiedla oficerskiego, wybudowany jeszcze przed wojną. Mieściło się w nim wtedy kasyno oficerskie i mieszkał sam admirał Steyer. Zabytkowa (choć nieformalnie) budowla padła pod uderzeniami koparek i teraz każdy wjeżdżający do Helu gość zobaczy na dzień dobry paskudne standardowe pudło szklane, pasujące do Helu jak pięść do nosa. Kolejną sprawą jest, że market po otwarciu zarżnie cały drobny handel spożywczy w Helu i wielu ludzi straci pracę... Ale co to wszystko kogokolwiek obchodzi!
27 listopada 2006
Sprawa IZDEBKI
W końcu listopada rozpoczęto prace remontowe przy budynku popularnej "Izdebki" - położonej w samym centrum Helu starej, dziewiętnastowiecznej chatki rybackiej adaptowanej na bar. Pierwsze orzeczenie techniczne mówiło o konieczności wymiany drewnianych elementów dachu. Pod nadzorem konserwatora zdjęto wiązania dachowe i okazało się - że konstrukcja budynku nie nadaje się do "naprawy" - trzeba ją było rozebrać aż do poziomu gruntu. Stara zaprawa wapienno-piaskowa była już tak zwietrzała, że cegły same z muru wypadały. Szczęśliwie w czasie użytkowania nie doszło do katastrofy budowlanej i konstrukcja nie zawaliła się na głowy użytkowników, ale gdyby prac nie rozpoczęto - dom runąłby wkrótce sam. Służby konserwatorskie poinformowały, ze zapadła oficjalna decyzja o rozebraniu i późniejszym pełnym odtworzeniu budynku. Nowy dom będzie miał fundamenty z tych samych kamieni, na których stał dotychczas. Będą one osadzone, dla wzmocnienia, na żelbetonowej ławie, która będzie podniesiona do poziomu chodnika - oryginalna "Izdebka" była już od wielu lat zagłębiona poniżej poziomu ulicy. W konstrukcji wykorzystane będą niektóre drewniane elementy odzyskane w trakcie rozbiórki. Konserwatorzy wyrazili zgodę na powiększenie domku o cztery metry w głąb działki. Dzięki temu znajdzie się miejsce na zaplecze kuchenne baru. Front "Izdebki" ma być odbudowany zgodnie z pierwowzorem.
Mirosław Kuklik, dyrektor Muzeum Ziemi Puckiej, znawca i miłośnik historii Helu mówi:
"Jeśli w trakcie odtwarzania budynku zostaną zachowane odpowiednie proporcje i będą zachowane wszystkie zalecenia konserwatora to będzie można nadal mówić o zabytku, Ważna jest konstrukcja szkieletowa, zwłaszcza ściany frontowej, dach musi mieć nachylenie 45 stopni. Trzeba zachować proporcje i wielkość typowe dla helskiej zabudowy. Stare budynki, zwłaszcza te gdzie wykorzystywano drewno do budowy, odtwarza się podobny sposób niemal na całym świecie."
19 lipca 2006
Wybaczcie, że tak dawno niczego nie napisałem, ale ostatnie miesiące
były dla nas bardzo ciężkie... Najpierw długie niedomaganie naszego
Beja,
potem jego odejście i pogrzeb w Helu... To nas bardzo wiele kosztowalo
psychicznie i wiele osób tego nie zrozumie.
Kilka podróży które odbyliśmy w ostatnim okresie dobitnie pokazały,
że drogowcy w rejonie pomorskim jak zwykle nie mogli zdążyć z remontami
przed sezonem, że zmorą (zwłaszcza dla osób nie znających innych dróg)
są niekończące się objazdy i liczne odcinki dróg bez namalowanych pasów,
że jakiś "pomysłowy" projektant umieścił co kawałek na szosie (!!!) rondo,
co skutecznie generuje nieustanne korki.
Co w samym Helu? - Sandra sprzedana na samym początku sezonu odpłynęła z Helu,
tak że na pełne morze pływa tu juz tylko dawny Ventus, starannie odnowiony jako
"Kapitan Morgan". Helskie jajo dalej nie gotowe, dopiero w połowie lipca
otworzono w nim toalety i natryski - nie likwidując jak na razie
kontenerów WC stojących tuż obok. Sama architektura "jaja" wydaje się
zupełnie nieprzystosowana do naszego klimatu i przyzwyczajeń - żadna atrakcja
siedzieć w zamkniętym wnętrzu z małymi okienkami, gdy obok na bulwarze
można siedzieć na otwartym tarasie przy piwku i czuć słońce i wiatr na twarzy.
Wiele czasu pochłania praca w naszym
Muzeum Obrony Wybrzeża gdzie pracy
jest nieustannie masa, a rąk do pracy ciągle brakuje. Ilość zwiedzających
przekracza nasze najśmielsze marzenia, ale trzebaby być kompletnym ignorantem
żeby nie widzieć ogromu kosztów, które nas po sezonie czekają. Nie mówiąc
już o kosztach pilnowania, prądu i minimalnej choćby obsługi, musimy
niektóre chociaż pomieszczenia ogrzewać i wentylować, bo wilgoć jest
na razie największą zmorą muzeum. Ruszyła w końcu wystawa "32 dni obrony Helu",
otworzyliśmy kilka innych wystaw specjalistycznych, ale nasze plany
sięgają ciągle do przodu i ilość pracy do wykonania jest ogromna. Jak dotychczas
nie mamy gablot (podobno kilka obecał p.Niemczycki), więc nie wystawione są liczne przygotowane już zbiory - bo nie ma warunków.
A naokoło pięknie szumi potężny las...
Szkoda tylko, że władze leśne patrzą na Muzeum nie jak na placówkę, której
możnaby pomagać wszystkimi siłami, ale jak na jakiś podejrzany biznesik,
który może lasowi zagrażać. Staramy się ze wszytkich sił,
aby współpraca z "Lasami" kwitła, ale tego muszą chcieć obie strony...
Ja jako pochodzący z "ochroniarskiej" rodziny, wnuk prof.Szafera, jestem
na sprawy ochrony przyrody szczególnie uczulony. Obrzydzeniem przejmują mnie
ludzie zaśmiecający las, ale jak coś takiego zobaczę - staram się pozbierać, a nie narzekać.
Przerażeniem napełniaja mnie stosy wyschłych iglaków porzuconych beztrosko w lesie
po jakichś pracach porządkowych, być może przy całkowicie schrzanionej ścieżce rowerowej,
którą ktoś uparł się wykonać nie z kostki - w 100% obojętnej dla przyrody, ale
w pylącej nieustannie cementem sypkiej masy, która nie nadaje się ani pod rowerowe koła, ani do lasu.
22-27 marca 2006
Więzienie w Helu? - cała afera i nasze protesty
Dnia 22 III "Dziennik Bałtycki" i "SuperExpress" potwierdziły zasłyszane w TVN szokujące rewelacje.
Cytuję za "Dziennikiem Bałtyckim":
"Zamiar utworzenia zakładu półotwartego (o mniejszym rygorze) ogłosił Centralny Zarząd
Służby Więziennej. Jego rzecznik, kapitan Luiza Sałapa, poinformowała nas, że chodzi
o opuszczony przez wojsko teren na cyplu i już wysłano pismo z prośbą o nieodpłatne
przekazanie tej lokalizacji."
Nasze bezmyślne URZĘDASY zaplanowały stworzyć więzienie w Helu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Pomysł zrobienia więzienia w kurorcie, w jedynym takim miejscu w Polsce które ma
niepowtarzalne położenie wsród morza i dzikiej przyrody, które jest przyrodniczym Parkiem
Krajobrazowym i perełka turystyczną - taki pomysł mógł sie zrodzić tylko w jakimś chorym,
ptasim móżdżku.....
Jakby w Polsce było mało opuszczonych budynków np.przemysłowych, po-pegerowskich w mało
ciekawych rejonach...
Jakby miejscowość wypoczynkowa wymagała sąsiedztwa kryminalistów... Chyba, żeby "nieodpłatne
przekazanie" było próbą zawłaszczenia jednego z najdroższych terenów inwestycyjnych w Polsce???
Hel zawsze głosował na Aleksandra Kwaśniewskiego, nadał mu uroczyście honorowe obywatelstwo Miasta,
więc mówi się tu głośno, że to chyba zemsta kaczystów na Helu.....
Ludzie, co to się dzieje, dom wariatów, czy co?????
...........to naprawdę chyba jakiś chory sen.....
"To poroniony pomysł - komentuje krótko Tadeusz Muża, powiatowy radny z Helu. W Polskę
idą protesty. Burmistrz Helu Mirosław Wądołowski napisał do prezydenta, premiera,
ministrów sprawiedliwości i MON, CZSW i wojewody, przedstawiając argumenty przeciwko
lokalizacji zakładu karnego w Helu."
Rozpętana przez "Helska Tawernę" akcja internetowa,
zaowocowała wysłaniem do CZSW i gazet kilkuset maili z protestami, w tym także z wielu innych
krajów - włączając w to w pierwszym rzędzie Urząd Burmistrza z Hermeskeil - partnerskiego
miasta Helu.
W końcu tak bezgranicznie głupi pomysł udało się utrącić...
24 III prasa doniosła, że Rzecznik prasowy Centralnego Zarządu Służby Więziennej (CZSW) Luiza Sałapa poinformowała,
że na Helu nie powstanie żaden zakład karny.
Sałapa sprzeciw miejscowych władz w tej sprawie określiła jako
"rozpętanie niezrozumiałego zamieszania" i podkreśliła, że w sprawie ewentualnej
lokalizacji w Helu zakładu karnego nigdy nie zapadła żadna wiążąca decyzja.
Jasne! trzeba było cierpliwie czekać, aż "wiążąca decyzja" zapadnie - i nie "rozpętywać
niezrozumiałego zamieszania".
Z dalszych wypowiedzi CZSW wynika, że najchętniej wyparliby się tego pomysłu w ogóle, ale
dowody ich inicjatywy są nie do podważenia! A najciekawsze byłoby poznać, niestety
anonimowe, skrzętnie skrywane, nazwisko pomysłodawcy tego idiotyzmu
- ciekawe, jakie mogą być jego inne rewelacje...
Aby idiotyzm nie zwyciężył nad rozsądkiem - === wysyłaliśmy taki PROTEST ===
19 lutego 2006
Hel zamrożony, Hel zaśnieżony…. Biegam po pokrytych śniegiem i lodem uliczkach i to wszystko jest dla mnie szokiem - takiej zimy dawno w Helu nie było. Żeby wjechać na podwórze musiałem znaleźć łopatę i odkopać bramę, żeby zechciała się otworzyć….
Mimo zimowej pory, mimo braku słońca i turystów Hel żyje! To nie to, co wymarła zimą Krynica Morska - martwy, opuszczony, bezludny moloch. Tu, co krok spotykam znajomych ludzi, otwarte jest wiele lokali - choć szczelnie zamknięte drzwi w pierwszej chwili peszą…
Ale to tylko z powodu zimna! W środku atmosfera gorąca i sympatyczna, tak miło spotkać przyjaciół, aż nie chce się wychodzić, lepiej posłuchać nowinek.
Podobno śliczny, stareńki, zabytkowy domek w którym mieści się "Izdebka" ma zostać rozebrany. Fakt, że mały, że wiązania dachowe się już potężnie wygięły - ale zniszczyć coś takiego, zamiast wspomóc rekonstrukcję i naprawy? Mnie się to w głowie nie mieści, tak mało mamy zabytków tej klasy i marzy się jakaś konkretna opieka PAŃSTWA nad nimi - a tu tylko taka propozycja? Rozumiem właścicieli - ja nie chciałbym być posiadaczem ZABYTKU - same obowiązki i niemal żadnych możliwości manewru, a tu ciasno, koszty aż piszczą…
Ale z drugiej strony - dlaczego ludzie chodzą tak chętnie do "Izdebki" a nie np. do niedawno zbudowanego betonowego pudełka? Widać ciągnie ich ta oryginalność, ta starość, ta niepowtarzalność - wrażenie, że w jakiś sposób czuje się "powiew historii"… A w takim nowym betonowym pudełku - to już nie to!
A teraz inny wątek: Helskie Muzeum Obrony Wybrzeża nabiera już coraz bardziej kształtów i kolorów - pełną parą idą przygotowania do majowego otwarcia dla publiczności - wszak tylko Hel doświadczył tak wiele w historii obrony Wybrzeża jak żadne inne miejsce. Nawet pomijając czasy dawne - gdy był wielokrotnie tymczasową bazą czy to dla piratów, czy dla atakujących Gdańsk okrętów różnych flot - w nowożytnej historii zapisał się trwale długotrwałą i beznadziejną obroną Polaków w 1939 roku, potem jeszcze beznadziejniejszą i dużo bardziej krwawą obroną odciętych Niemców w 1944 roku, a potem wieloma latami polskiego fortyfikowania i nieustannych ćwiczeń w obawie przed desantem z Zachodu. Te trzy epoki pozostawiły w Helu trwałe ślady - te ślady są i będą magnesem dla turystów z całego świata do odwiedzania tego jedynego w swoim rodzaju miejsca na Ziemi.
Miejsca, gdzie historia woła do nas na każdym kroku - ale i miejsca, gdzie ciągle spotyka się bezmyślnych złomiarzy dewastujących co się da - "bo to przecież nikomu niepotrzebne!!!", (prawie tak jak maleńka i ciasna "Izdebka"…), czy też zwyczajnych złodziei określających się czasem szumnymi mianami "kolekcjonerów militariów". Ci, którzy są nimi naprawdę cieszą się na wieść o naszym Muzeum, cieszą się, że uratowane przez nich pamiątki przeszłości ujrzą światło dzienne i znajdą wdzięczną publiczność. Wielu ludzi w Helu poświęca swój czas i siły, żeby całkiem za darmo wesprzeć tę ideę, a wielu innych puka się w czoło mówiąc, że co ich to obchodzi…
Biegnę nad Zatokę wolną już od lodów, biegnę, bo tnie ostro zimny, choć orzeźwiająco świeży wiatr. Na plaży masy mew i łabędzi - wszystkie wyglądają na zdrowe i zadowolone - może dlatego, że nie ma tu ani jednego kaczora?
W porcie gotowa już bryła stojącego na trójkącie pirsów "helskiego jaja" - nowa, potężna dominanta widokowa Helu od strony Zatoki.
Zimno, mroźno - a tu wbrew pozorom sezon zbliża się wielkimi krokami - Hel szykuje się do LATA, do wielu imprez, do poszerzenia swojej oferty, do przedstawienia się szerszej liczbie ludzi, do fachowego zaprezentowania się światu.
Wiosną oczekujemy także wizyty zaprzyjaźnionych z nami norweskich pasjonatów militariów z muzeum w Trondenes, baterii, w której stoją identyczne działa jak stały w Helu. Jednak bohatersko walczący z Niemcami Norwegowie mieli to szczęście, że te działa po wojnie pozostały u nich i przez kilka lat pełniły służbę w norweskiej armii - broniąc dla odmiany Norwegii przed spodziewanym atakiem ze Wschodu!!! - Czyż nie jest to jakaś szczególna ironia historii, że walczący w czasie Wojny ramię w ramię żołnierze Norwescy i Polscy szykowali się potem do walki przeciw sobie? Na szczęście - to już przeszłość - choć historia uczy nas, że zawsze znajdą się idioci gotowi popchnąć swój Naród w przepaść wojny, dla swojej żądzy władzy, bezmyślności i własnych płaskich interesików. Nasi przyjaciele z Norwegii opowiadają nam o swoich doświadczeniach, wspierają nasze zamiary i starania. Warto tu wspomnieć o ciekawostce - Norwegowie nastawieni zawsze bardzo antyhitlerowsko i podobnie jak Polacy walczący odważnie przeciw liczniejszemu przeciwnikowi, a potem porzuceni przez Aliantów i oddani pod Niemiecką okupację - zachowali po Wojnie nazewnictwo mamucich armat - "Adolfkanone". "One się tak po prostu nazywają" - pisze Martin Vahl - "i żaden z naszych chłopców odbywających tu służbę wojskową nigdy nie myślał o tej nazwie jako czczącej znienawidzonego dyktatora", a historia tych dział to po prostu ogromna, międzynarodowa lekcja historii.
29 stycznia 2006
Wyjątkowo ciężka w tym roku zima zamroziła cały port helski i zasypała śniegiem cały Hel.
Ptaki mają ciężkie życie...
Jeden z młodych łabędzi schronił się na terenie "Psa Morskiego" - skąd trafił na
przechowanie do helskiej ptaszarni
prowadzonej przez p.Cz.Bubienkę - helskiego Strażnika Miejskiego, a jednocześnie hobbysty -
hodowcy ptaków.
fot.W.Waśkowski
12 lipca 2005
W Helu powstaje wspaniałe Muzeum Obrony Wybrzeża - to na razie nazwa robocza, nieoficjalna.
Jego pierwszą siedzibą będą restaurowane właśnie dwa obiekty baterii Schleswig-Holstein,
największej na świecie baterii dział nadbrzeżnych kalibru 40,6 cm. Obiekty są restaurowane dzięki
wsparciu gminy Hel i funduszy z Unii Europejskiej, a prowadzi to Sekcja Ochrony Zabytków Militarnych
stowarzyszenia "Przyjaciele Helu". Przestronne pomieszczenia w tych obiektach pozwolą na
przedstawienie trzech epok obrony Wybrzeża - polskiej w latach 1919-1939, niemieckiej,
okupacyjnej w latach 1940-1945 i wielkich polskich
inwestycji obronnych z lat "zimnej wojny" 1945-1974.
Otwarcie Muzeum przewiduje się wstępnie
na pierwsze dni maja 2006. Z niemałym trudem odtwarza się zdewastowane i rozkradzione przez
lata wyposażenie stanowiska artyleryjskiego nr 2 i górującj nad lasem wieży kierowania ogniem.
Muzeum poszukuje pomocy sponsorów w zamian za ich reklamę - bo potrzeby są ogromne.
Samo ogrodzenie imponująco wielkich obiektów pociągnie wielkie koszty, a bez tego nie sposób myśleć
o ochronie szykowanych do wystawienia zbiorów.
Pracujący społecznie organizatorzy Muzeum z mrówczą dokładnością starają się odtworzyć
jak najwięcej informacji historycznych dotyczących niezliczonych obiektów militarnych znajdujących się
na helskim Cyplu - w dawnym Rejonie Umocnionym Hel.
Niektóre drobne odkrycia są zaskakujące - udało się na przykład uruchomić bez żadnego problemu
poniemiecką studnię głębinową znajdującą się w samym środku bunkra artyleryjskiego, porzuconą ponad
60 lat temu. Odtwarza się wyposażenie pomieszczeń, szykuje się wiele plansz poglądowych, zdjęć historycznych
i wszelkich oryginalnych eksponatów. Oczekuje się, że Muzeum stanie się magnesem przyciągającym
do Helu turystów z całego świata, a jednocześnie jego istnienie położy kres rozkradaniu
resztek militariów przez prywatnych poszukiwaczy, których w większości można niestety
określić wyłącznie mianem pazernych na pieniądze złodziei....
12 maja 2005
Czytałem sobie właśnie "Suchy dok" - dzieje pobytów Karola Olgierda Borchardta w kolejnych szpitalach (ze świetnej
książki "Kolebka Nawigatorów") - gdy ślepy los zawiódł mnie znienacka do szpitala w Helu...
Miło mnie zaskoczyła sympatyczna i fachowa obsługa - od lekarza aż do salowej - tak różna od tej w wielkomiejskich szpitalach.
Spokój, cisza, mam czas na pisanie i ułożenie sobie w głowie minionych dni w Helu.
O 4 rano budzi mnie piękny ptasi koncert - niestety czasem przerywany basowym dudnieniem lokomotywy dieslowskiej
z pobliskiego dworca PKP. Wokół szpitala biwakuje kilkanaście sympatycznych i bynajmniej nie wychudzonych kotów -
to także pomaga w jakiś sposób radzić sobie z własnym organizmem, samotnościa i oderwaniem od bliskich......
Przyjaciele pojawiają się zresztą u mnie często - wyraźnie zainteresowani, czy jeszcze oddycham, ;-))) ale te wizyty naprawdę
stawiają mnie na nogi.
W wolnych chwilach rozpamiętuję, jak jeszcze raz, ponownie, zwiedzałem ze znajomymi Cypel.
I znów zobaczyłem wiele militariów, których istnienie dotychczas tylko podejrzewałem.
Ich mnogość może przyprawić o zawrót głowy - jak to zagospodarować, jak obronić przed wandalami
i złodziejami? Potrzeba w Helu sprawnych menadżerów, którzy się tym zabytkom poświęcą, zorganizują
wszystko od podstaw, poczynając od całorocznego pilnowania obiektów aż do rozpoczęcia szerokiej reklamy i opracowania
własnych schematów zwiedzania. Tego jest tu po prostu niewyobrażalnie dużo - a zwiedzanie "wszystkiego" byłoby
dla turysty nużące. Helskie obiekty, fascynujące zamienioną w beton myślą wojskową z trzech epok, o niebo ciekawsze
od ruin Wilczej Jamy w Gierłoży są jak dotychczas znane tylko garstce entuzjastów.
U nas na posesji "wytropiono" dwa jeże. Nie wiem, "jak to robią jeże", ale napewno nie otoczone przez rozgoraczkownych
"przyjaciół przyrody" i oświetlane latarkami. Trzeba było w końcu rozproszyć zgromadzonych niemal siłą....
Ale już wiemy - ta bezładna kupa zielska i kompostu przy naszym płocie ma swoją rolę użyteczną i jeże miałyby bardzo za złe
jej zniszczenie.
Na Wybrzeżu zakończył sie protest rybaków dorszowych przeciwko wydłużeniu okresu ochronnego na dorsza z 2 do 4,5 miesięcy.
Zawarto kompromis - za ten dodatkowy okres rybacy otrzymają rekompensatę finansową. Czyli było warto walczyć! -
Choć z drugiej strony w innych krajach Unii rekompensata jest podobno za cały okres przymusowego przestoju kutrów....
p.s. własnie się dowiedziałem, że mija 100-letnia rocznica urodzin Karola Olgierda Borchardta...
17 kwietnia 2005
Od tego roku nad "Psem Morskim" góruje nowy helski apartamentowiec - chyba pierwszy tak ładnie rozwiązany i estetyczny budynek wielorodzinny w Helu. Wszystko już kwitnie jak szalone… tak rewelacyjna pogoda w połowie kwietnia zaskoczyła nawet nas...
Pierwszego dnia opalaliśmy się na plaży na Cyplu, a Panie nawet brodziły po wodzie szukając skarbów. Oprócz jednego bursztynka znalazły m.in. bluzkę, majtki, buty i skarpety - a ponadto masę warzyw wyrzuconych przez wodę. Zrobiły z tego "instalację artystyczną" p.t.: "morze żywi i odziewa".…
Turystów mało - widocznie horrorystyczne pogody o deszczowym i zimnym weekendzie ich wystraszyły. …
ARMADA w końcu otwarta i znów w rękach Danusi - bierzemy udział w inauguracji rozkoszując się rybkami w różnych postaciach…mniam!!! …
W porcie smętnie kołysze się na cumach stary i zardzewiały
holownik "OTZIVCZIVYJ", (pol.:życzliwy, miłosierny, dobroczynny, pełen zrozumienia)
który wiele miesięcy temu ktoś sprowadził do Helu.
Na tzw. TRÓJKĄCIE rośnie budynek zwany już popularnie
"helskim jajem"
- wydaje nam się, że już w założeniu za mały i za ciasny na potrzeby użytkowników portu. W tak położonym budynku powinny się zmieścić Kapitanat Portu wraz z informacją turystyczną, toalety i prysznice i kawiarnio-restauracja z widokiem na wody Zatoki. Co będzie tam naprawdę - zobaczymy aż w roku 2006, bo w tym roku zainteresowani mogą tylko obserwować, jak rośnie jajo-podobny budynek. …
Z trzech helskich tarasów kawiarniano-widokowych ("Rudy kot", zasłaniająca widok paskudna
buda kawiarni Singidunum i bar na molo) nie ostał się obecnie ani jeden…
Na miejscu "Rudego kota" i straganów w jego sąsiedztwie wyrosło
kilka nowych budynków, w istotny sposób zmieniających na lepsze widok Helu od strony Zatoki. …
Ciekawe, czy w tym roku Burmistrz Helu też da zgodę na zasłonięcie wspaniałego widoku na Zatokę - widoku, dla którego przybywa tu tylu turystów!!! - jakimiś kolejnymi paskudnymi budami…
Bej szaleje w płytkiej wodzie Małej Plaży, my leniuchujemy w słonku…
14 listopada 2004
Cisza... Wszechogarniająca cisza... Nocą, gdy spaceruję z Bejem, nie ma ani krzty wiatru.
Jest tak cicho, że słyszę naraz rozmowy wielu ludzi w kilku domach przy ulicy i własne kroki..
Jakims cudem nie gra żaden telewizor, słyszę tylko głosy - wyraźnie, bardzo wyraźnie.
Wrażenie aż klaustrofobiczne, jak z horroru, czuję się otoczony ludźmi, których
nie widzę....
Rano w porcie witają nas przeraźliwe krzyki ogromnych mew, czatujących na flądrowe ochłapki
wyrzucane beztrosko z łodzi rybackich do basenu portowego. Setki rybich głów zbyt dużych
aby poradziły sobie z nimi mewy idą na dno portu... A potem jacyś esteci narzekają
na brudną wodę w porcie...
Kawiarnia blokująca widok na Zatokę w końcu się wyniosła. Czy celem kawiarni powinno być szpecenie widoku?
Teraz zostały już tylko prymitywne budy kas Żeglugi "doklejone" do budyneczku Kapitanatu Portu.
Mimo późnej pory roku turystów w Helu sporo. Wszędzie, mimo dni świątecznych trwaja gorączkowe prace
budowlane. Idziemy przez las na plażę bałtycka, w absolutnej ciszy słyszymy orkiestrę wojskową
od strony latarni morskiej - dziś obchody Święta 11 listopada..
Rankiem do portu wchodzi samotny jacht pod amerykańską banderą, ale z polską załogą.
Mewy latają wysoko, coraz wyżej - jak mówią doświadczeni rybacy to oznaka nadchodzącego sztormu.
Liczne, opuszczone kutry stoją przy nabrzeżach i czekaja na lepsza pogodę.
Wiatr potężnieje, pojawia się słoneczko. W naszym ogrodzie kwitnie jeszcze masa kwiatów. Jest pięknie...
9 sierpnia 2004
W początkach sierpnia Hel pęka od natłoku turystów.... Wszyscy zjechali na te jedyne dwa
tygodnie w roku, jakby kiedy indziej Hel przestawał istnieć...
Zadowoleni są restauratorzy i hotelarze - ale tak krótkie zadowolenie na cały rok - to
za mało...
Dostęp na Cypel jest wolny - nie ma już tam oazy spokoju, ale zwiedza się już bez dreszczyka
niepotrzebnej emocji, legalnie. Woda w morzu cudowna, ciepła i czysta....
Hiobowe wieści od Władz wojskowych wstrząsnęły helanami - już zaczynają żałować wojska
- które do niedawna sami z uporem wyrzucali z Helu.
Po 30 latach służby w Helu, 6 lipca opuszczono bandery na sześciu helskich ścigaczach -
11 Dywizjon Ścigaczy został rozformowany, okręty pójdą na złom. Dowódca garnizonu Hel -
kontradmirał A.Rosiński powiadomił, że Hel opuści ponadto 13 Dywizjon Trałowców i
43 Batalion Saperów, oraz że przewiduje się likwidację Dowództwa 9 Flotylli Obrony Wybrzeża....
Czy Hel zamieni się w wymierające zimą letnisko jak wiele miejscowości na Wybrzeżu?? -
oby się tak nie stało...
Dotychczasowe, kilkuletnie "osiągnięcia" w zagospodarowaniu Helu polegające przede
wszytkim na stawianiu wszędzie, bez ładu i składu setek obrzydliwych bud z tandetnymi
pamiątkami zdają się marnie rokować na przyszłość.....
4 lipca 2004
Sezon w Helu rozpędza się nader powoli.... Na tzw. "Trójkącie" czyli na placyku,
stworzonym przez łączące się
trzy mola portu, powstaje dopiero solidna budowla z desek - będzie to bar z tarasem widokowym na górze.
To będzie rewelka! - ale ciągle w budowie i trudno jej "urodę" ocenić..
Natomiast rejon wejścia na molo został tak zapchany szpetnymi budami z różnym handlem, że doprawdy
odechciewa się przepychać przez to wszystko do portu.
W radiu burmistrzowie Władysławowa i Sopotu wypowiedzieli się oficjalnie, że prognozy pogody,
zwłaszcza te telewizyjne są CELOWO FAŁSZOWANE - aby zniechęcić Polaków do polskiego morza i
przekonać ich do wyjazdu za granicę.
Biura podróży mają wielką kasę - i podobno tak właśnie te audycje sponsorują. Brzmi to nader prawdopodobnie...
W Helu pogoda bardzo zmienna - błyskawiczne burze z fruwającymi parasolami i za pół godziny
słońce i ani śladu po kałużach... Chodzimy porozbierani i cieplutko nam.
W porcie u nasady najnowszego pirsu żeglarskiego stanął wysoki maszt z kamerą nadzorującą basen jachtowy.
Nasza "faworytka" - stateczek Santa Maria dalej naciąga gości - reklamuje półgodzinne rejsy
"w krainę tysięcy kormoranów, do Portu Wojennego i na Cypel" - a z tego wszystkiego robi tylko króciutką trasę
- w stronę Portu Wojennego i w stronę Cypla...
Po Helu jeździ Melex z przyczepką - można sobie wynająć na dowolną trasę. Można wynająć
także benzynowe skutery - wypożyczają je dosłownie co krok!
Żywimy się dalej "Pod Brzózką" - palce lizać! - szkoda tylko, że warunki takie spartańskie..
Jak wynika z ostatnich projektów planu zagospodarowania terenu i półoficjalnych informacji
Władze Helu uparcie chcą rozparcelować (czytaj - sprzedać!) Małą Plażę - czyli na zasadzie: wziąć
kasę i w nogi - a po nas choćby potop!! A po Małej Plaży pozostanie tylko wspomnienie...
Raz już wojsko "odgryzło" wielki kawał Małej Plaży rozbudowując po wojnie Port Wojenny -
ale to były inne czasy i inna hierarchia potrzeb, ale teraz okroić ją dalej i to przez
Władze miasta?? Straszne...
14 czerwca 2004
W Helu powitały nas wielkie zmiany w porcie. Po pierwsze - dokładnie w rocznicę
zeszłorocznego, największego w Helu pożaru lasu - 31 maja, wybuchł pożar magazynu
"Kogi-Maris" stojącego na portowym nabrzeżu. Ogień był
tak potężny, że w ośmiogodzinnym gaszeniu wzięły udział jednostki straży sciągniete z całego
Półwyspu, a ponadto w gaszeniu
walnie pomagał swym działkiem wodnym statek ratowniczy Sztorm-2.
Spłonęło ponad 110 ton śledzia i szprota solonego, pozostało ogromne
pogorzelisko a na nim masa nadpalonych, niemiło pachnących resztek po beczkach z rybami -
aż się to prosi o uprzątnięcie....
Na nabrzeżu portu zainstalowano stały, 5 tonowy dżwig kranowy mogący przekładać ładunki bezpośrednio
z kutrów na ciężarówki.
W basenie jachtowym zainstalowano pierwszy w Helu pomost pływający do którego i łatwiej cumować
i więcej jachtów się dzięki niemu zmieści w porcie.
Wszędzie w Helu - i w mieście i w drodze do morza widać nowe, estetyczne i chyba dość
idioto-odporne ławki ufundowane przez dziennik FAKT, a ponadto w wielu miejscach zamocowano
rowerowo-psie stojaki - także z reklamą FAKTU i hasłem "Można się przywiązać!".
Można tylko pogratulować FAKTOWI doskonałego
pomysłu promocyjnego - stosunkowo niewielkim kosztem wchodzi przebojem do świadomości wszystkich
odwiedzających nasze miasto i to wchodzi sympatycznie i pozytywnie!
Nasz pobyt tym razem pod znakiem prac ogródkowych - znaleźliśmy zaledwie czas, aby "Pod Brzózką"
na nowo zasmakować w świetnej grochówce i rewelacyjnym dorszyku...
Po majowym weekendzie Wojsko i Władze cywilne utrzymują fikcję zamknięcia Cypla dla turystów.
Fikcję - bo wchodzi tam każdy kto chce i kiedy chce...
Patroli żandarmerii i w mieście i na terenie Cypla jak na lekarstwo - my nie spotkaliśmy
przez tydzień żadnego... Z jednej strony kwitnie chuligaństwo i bandytyzm, a z drugiej strony
miejscowe wojsko (w tym i żandarmerię!) "szkoli się" tak, aby się z tymi zagadnieniami nie stykały.
Nie tylko my sami, ale 100% naszych znajomych chciałoby widzieć w wojsku ostoję porządku i spokoju -
wystarczy sama obecność CZĘSTYCH i LICZNYCH patroli!! - no i gdzie wojsko ma szukac lepszej
praktyki przed coraz częstszymi zagranicznymi misjami?
Takie patrolowanie w żaden sposób nie naruszy polskiego prawa i nie zwiększy kosztów
utrzymania żołnierzy - i nikt mnie nie przekona, że potrzeba czegoś więcej, niż tylko odrobinę dobrej woli,
żeby taką ochronę Helowi zapewnić - no i byłby to dodatkowy smaczek egzotyki dla turystów :-))
4 maja 2004
Hel wita nas śliczną jak zwykle pogodą i lodowatym, ostrym wiatrem.
W nocnej ciszy ostro świecą gwiazdy i przejmująco słychać huk nieodległego morza.
Spacerujemy po pustym jeszcze Helu i rozkoszujemy się brakiem kramów z plastikiem, ciszą i spokojem...
Wchodzimy do Unii - Hel także :-))) W nocy idziemy do portu na spacer - na Ratuszu wisi już unijna flaga, oprócz helańskiej i polskiej. Naprzeciw na placyku pierwszy w Helu okrągły słup ogłoszeniowy - na razie zadziwiający brakiem ogłoszeń czy plakatów.
Oficjalnie otwarto dostęp na Cypel - ale "tylko na 3 dni i tylko do baterii Laskowskiego".
Opustoszałą od lat uliczką wiodącą na Cypel walą świątecznie rozradowane tłumy - nasza grupa odróżnia się "pierwszomajowymi" strojami, jest wesoło, nastroje piknikowe...
Działo baterii Laskowskiego dosłownie oblepione przez turystów, którzy włażą wszędzie, gdzie się da - wbrew pozorom nie szkodząc wcale zabytkowi. Tymczasem lokalni złodzieje nie próżnują i mimo jasnego dnia usiłują wywieźć na złom jakieś skradzione elementy żelazne z Cypla. Na szczęście zostają ujęci, ale brak wszelkiej kontroli zachęca do złodziejstwa.
Nikt jakoś nie chce zrozumieć, że najlepiej byłoby, gdyby wojsko ostro i stanowczo pilnowało porządku na tym terenie - wpuszczając jednocześnie każdego chętnego do zwiedzania. To jest wyłącznie problem organizacyjny i żadnych kosztów przecież nie wymaga - żołnierze tyle samo zjedzą siedząc w koszarach czy patrolując - a taka realna ochrona terenu przed dewastacja to też jest forma szkolenia dla naszej umundurowanej młodzieży. Cóż, kiedy władze cywilne wolą drzeć z władzami wojskowymi koty, zamiast zgodnie i w pełni współpracować.... Wielu Helan już obecnie podziela naszą opinię, że likwidacja wojskowych rogatek była błędem - wzrosło bezhołowie, a dla porządnych ludzi te szlabany nie były żadną przeszkodą, wręcz przeciwnie - oryginalna atrakcją. No ale cóż - nie odwróci się czasu...
Tuż przy Fokarium powstaje nowa dominanta Helu widoczna z dala, od strony zatoki - wysoki, zgrabny dom zbudowany na miejscu baru "Gryz"
W ARMADZIE już rządzi nowy najemca i nowy kucharz, odwiedzamy z powodzeniem i ze smakiem
Checz, Admirała Nelsona i Fiszerię. Wszyscy objadamy się do wypęku i ruszamy się dziwnie
chwiejnie i ociężale...
14 marca 2004
Już wszedzie czuje się wiosnę....
Przenikliwy wiatr od morza upaja swoją świeżością,
cudownie się tu oddycha.. Ale na morzu sztorm, a kutry z konieczności leniuchują.
Idziemy nieśpiesznie Leśną nad Bałtyk. Tu plaża znów powiększona, bezkresna, czysta jak umyta.
Bej szaleje w płytkiej wodzie, wokół pusto, idziemy spacerkiem naokoło Cypla.
Od tego roku wojsko częściowo opuściło "koniec końca" Helu. Płoty wojskowe
już zdjęte, choć straszą jeszcze skryte w wydmach czy krzakach pozostawione przez wojsko tablice.
Po raz pierwszy, legalnie, idziemy na Cypel. Plaża się bardzo pozmieniała, tu morze
dodało, tu ugryzło, masa patyków, kamyków muszelek - znajdujemy nawet dwa symboliczne
bursztynki.
Rozbite stanowisko baterii Laskowskiego znów na suchym lądzie, przy nim,
"za zakrętem" słonecznie i zacisznie - aż żal nam iść dalej...
Ostatni kawałek dojścia do portu to niestety świeża zwałka ziemi, gruzu i kamieni -
wygląda to strasznie, ale przejść się da.
Na Wiejskiej niemal wszystko pozamykane, turystów można policzyć na palcach..
W końcu lądujemy w "Checzy Kaszubskiej" gdzie nas razem z Bejem bardzo sympatycznie
zapraszają. Wnętrze urządzone bardzo ładnie, miło się siedzi...
Pożeramy świeżego śledzika w śmietanie z piwkiem - i jest tak cudownie, tak spokojnie...
ARMADA nieczynna i choć Bej drapie łapką w drzwi, chcąc koniecznie do środka,
to niestety nic z tego. Na cały sezon letni ARMADA jest już wynajęta "zawodowemu"
restauratorowi, czekamy z nadzieją jak to będzie...
W wiosennym słonku robimy porządki ogródkowe, z ziemi wychodzą już pierwsze krokusiki.
Dowiadujemy się, że jedną z dwu sieci komputerowych w Helu dotknęła zorganizowana kradzież
i celowe uszkodzenie sprzętu - zawiść, czy zwyczajne złodziejstwo?
W niedzielę wiatr słabnie, zaczyna padać, kutry ruszają w morze - tam czekają ryby!
11 listopada 2003
Pierwsze refleksje ze spacerów z Bejem - stada bezpańskich psów dalej są niechcianą wizytówką Helu - a strażnicy miejscy tego jakoś nie zauważają...
Jakiś pseudo-bojowy pies niewydarzonego właściciela zaatakował niedawno psa naszych sąsiadów, w dodatku wdarł się na ich ogrodzony teren!
W naszym domu wszystko w pobliżu wentylatorów i okien pokryte jest czarnym, tłustym brudem - to nieustający dym z piekarni OLA - a w dodatku pieczywo z OLI w opinii naszych gości nie nadaje sie do jedzenia..
Listopadowa pogoda świetna dla rybaków - kutry nieustannie na łowiskach. Na wchodzący do portu kuter nieodmiennie czekają auta z przyczepami - odwożą ryby transportują wielkie wory z sieciami. Załogi klarują sieci i za kilka godzin znów w morze, na kilka dni i nocy nieustannej niemal pracy, bez snu, na otwartym pokładzie w zimnie i wilgoci, z przygotowywanym samodzielnie na chybcika posiłkiem z podgrzanej konserwy..... Ale jest ryba - i to już jest dobrze!
W porcie zniknęły niemal wszystkie małe motorówki tak wszechobecne w lecie, pojawił się natomiast jeden jedyny jacht - widzać tych żeglarzy zimno nie odstrasza.
Podobno w sezonie letnim ma ruszyc PROM SAMOCHODOWY - Gdańsk - Hel!!!
Bliższe informacje podam, gdy tylko do nich dotrę.....
Jedziemy na wycieczkę do Jastarni - ci "głupi" Jastarnicy nic tylko zamiatają i sprzątają, miasteczko zadbane aż zazdrość człowieka zżera. Estetyczne domki i sklepy, czyste i równe chodniki.... Decydenci helscy - wstydźcie sie!
W Helu na środku bulwaru pozostawiono na zimę letnią budowlę kawiarni - obitą teraz dla ochrony obrzydliwa płytą wiórową - kto dał zgodę na takie okropieństwo?
Czy Hel poza sezonem musi być paskudny? Nie dość, że w sezonie dawano zgodę na ohydne budy zasłaniające cały bulwar i Muzeum, nie dość, że pozwala się zeszpecić Wiejską zalewem plastikowych pamiątek, to nawet po sezonie musi być tak szpetnie?
Dodatkowo, na tej budzie-ex-kawiarni, dumnie podpisany "WŁAŚCICIEL" nalepił kartki o treści: "Kategoryczny zakaz wchodzenia na taras, wejście grozi upadkowi" - może właściciel nie zna polskiego?
Pogoda przepiękna, idziemy na plażę - Bej szaleje ze szczęścia, my tez się cieszymy - bo morze oddało wielki pas plaży... No ale do lata daleko...
Właścicielka ARMADY częstuje nas REWELACYJNYMI klopsami z łososia - namawiamy ją, żeby je dać do menu, ale po dyskusji stwierdzamy, że na słowo "klops" w restauracji każdy widzi jakieś zmielone odpadki i taka potrawa może nie mieć wzięcia. A szkoda...
14 lipca 2003
Wakacje już w całej pełni - a ja tyle czasu nie piszę...
Mieliśmy odwiedziny z krajów dalekich - super sympatycznej Rodzinki mojej Pani.
Wszystkim nam było za mało czasu, żegnaliśmy się ze smutkiem,
ale chyba zaraziliśmy ich nieco naszą miłością do Helu i mamy nadzieję że
z radością powitamy ich tu kiedyś znów...
W Helu ludzi masa - choć lokalni handlowcy narzekają że mały ruch. Po prostu, z powodu
polityki władz miasta powstało tyle barów, bud, budeczek i stoisk z jedzeniem -
że w przeszłość odeszło chyba poszukiwanie wolnego stolika w porze obiadowej.
A że wiekszość tych - pożal się Boże - "lokalików" obskurna, hałaśliwa i o pomste do nieba
wołająca - to już inna sprawa.
"Ludzie to kupią, byle na chama, byle głośno, byle głupio!" - ta zasada sprawdza się
niestety w Helu....
Jedyna usługa w dalszym ciągu zbyt skąpo występująca w Helu - to toalety publiczne,
istniejące szczątkowo i otwarte tylko w dzień.....
W porcie trwają prace pogłębiarskie - potężna koparka zamocowana na barce, z rykiem silnika
i w obłokach spalin, wyciąga z dna masy błota na zacumowane obok ogromne, żółte barki.
Mimo iż to błoto na ogół dość cuchnie, masy ciekawskich z zainteresowaniem czekają, czy też
potężna łyżka koparki nie dobędzie tym razem z dna portu jakiegoś zatopionego skarbu....
Barki wyciagne są po napełnieniu na głębinę i tam otwierają się na potężnych zawiasach,
pozbywając się ładunku.
Potężne wiosenne sztormy, które bardzo zawęziły helską "dużą" plażę (tzn.od strony Bałtyku)
dosypały jednocześnie cały nowy kawał ladu na samym koncu Cypla, od strony Gdyni.
Nasza wspólna "sympatia" - stateczek Bliza-D vel Santa Maria zniknął na szczęście z Helu
- nie wiadomo na jak długo... Jachtów masa, odwiedzał nas także m.in. wielki Fryderyk Chopin.
Motorówka Hel-21 która kiedyś przyciągała oko schludnością i woziła turystów -
przekwalifikowała się na łowienie ryb, może dlatego, że chętnych do wożenia ludzi
coraz więcej - pojawił się na przykład w tym roku nowy, spory stateczek Nitrox przerobiony
bardzo zgrabnie z rybackiego kutra .
Niestety jakość usług nie rośnie. Armatorzy pucuja statki, a ciągle nie chcą zrozumieć,
że brudna, nieogolona i byle jak ubrana załoga nigdy nie przyciągnie tylu turystów,
ilu mogłaby ubrana choćby w jednakowe i czyste(!), koszulki z nazwą statku i jednakowe spodnie.
Inwestycja niewielka, ale zapewniam, że by się opłaciła....
A gdyby kogoś było stać na ładne "morskie" mundury, to ho-ho! - kolejka turystów gwarantowana!
Nad całym Helem po raz pierwszy na tę skale pojawiły sie masy kormoranów. Są i w porcie
i na plaży, są wszędzie...
Przed kilkoma dniami zmarł w Helu jeden z najbardziej znanych i cenionych obywateli
- pan Wojciech Chwirot, wieloletni i dobrze wspomninany burmistrz Helu, twórca
Maszoperii i w dużej mierze także Kapitana Morgana. Wspominamy z nostalgią,
że za jego rządów Hel był czysty i bezpieczny...
4 maja 2003
Dojeżdżamy późnym wieczorem, jest zimno, ciemno, zacina intensywny deszcz....
Nasi bliscy juz czekają przy bramie, następni juz dojeżdżają do Helu.
Zaczynam pośpiesznie otwierać pokoje, znosić do nich ruchomości, podłączam prąd
i otwieram wodę.
Szczęście, że akurat stoję w garażu koło pionu wodnego - gdy nagle z sufitu
chlusta na meble potężnym strumieniem woda.
Zamykam pion i pędzę na górę - w ciemności i w deszczu zaczyna sie zamieszanie...
W obu łazienkach suchutko, czyli pękło gdzieś w ścianie :-(
Na szczeście pojawia się wytypowany przez nasz kolektyw przedstawiciel klasy robotniczej,
mgr inż. arch. Jurek i obejmuje komendę. W pierwszomajowym czynie żąda największego młota
i mimo późnej pory zaczyna walić w kafelki. Huk się niesie, gruz się sypie, a my częstujemy
bliskich radosną informacją - że łazienki są, ale wody nie będzie!
Pod trzecim z kolei kafelkiem Jurek znajduje żródło - kochana firma INSTALCO wykonała tzw.
gałązki w ten sposób, że mimo iż spuszczałem piony - woda w gałązkach została i zamarzła...
Szczęsliwi ze znalezienia miejsca awarii idziemy spać. Rano, tzn. tak kolo południa, schodzimy się
na pierwszomajowych obradach kolektywu, gdzie towarzysz Jerzy otrzymuje zasłużone pochwały,
a jedna z towarzyszek zostaje (bezskutecznie zresztą) wezwana do samokrytyki.
Zgodnie z uwagą zgłoszoną do protokółu mimo majowego święta udaję się do sklepu "AS"
gdzie nabywam jakieś potworne ilości złaczek, kształtek,
trójników itp. INSTALCO wykonało podłączenie w sposób tak zawiły, że zamiast prostego
odcinka rury z trójnikiem potrzeba aż 7 kształtek!!!
Idziemy na spacer, jest lodowaty wiatr, turysci się pochowali, puściutko i ślicznie, ale trudno długo
wytrzymać w porcie. Kutry stoją i czekają na spokojniejszą pogodę...
2 maja kontynuujemy kucie i w końcu J. w tryumfie skleja instalacje i puszcza wodę.
I znów alarm! - w sąsiedniej łazience powódź - nie wytrzymała głowica kranu....
3 maja maszerując na złożenie wieńców z damską orkiestrą strażacką odkrywamy, że "AS" jest otwarty!! - nabywam kran
i już po kilkunastu minutach z drżeniem serca odkręcam wodę - działa!!
Wracający z plaży powiadamiają nas o jakimś potężnym pożarze w rejonie Rafinerii Gdańskiej,
co potwierdzają telefony z tamtego rejonu. Udaje nam się znaleźć czas na spacer
na plażę bałtycką, którą
dla odmiany morze zaczęło teraz powiększać. Widać kolosalny słup dymu, a pod nim
chwilami gołym okiem widać płomienie - przez całą Zatokę Gdańską!! Tam się musi palić...
Choć słoneczko jest praktycznie większość czasu, zimny wiatr zmusza do skracania
spacerów.
Zaczyna się niedziela, pakowanie i odjazdy.... To był trudny weekend...
A zdjęcia z obchodów będą - dla wtajemniczonych :-))
13 kwietnia 2003
Hel jak zwykle wita nas słońcem i śliczna pogodą - tak wyczekiwanymi po zimowych szokach tej wiosny.
W porcie pusto, wszytkie duże kutry są na łowiskach, bo w końcu pogoda się poprawiła. Czekamy na ich powrót - ale bez skutku...
Spotykamy wszędzie grupki dziwnych nieco młodzieńcow w skórzanych kurtkach
- w Armadzie, przy świetnym dorszyku, spotykamy ich znowu i dowiadujemy się, że są to marynarze z łotewskiego okrętu.
"Jaka szkoda, że nie w mundurach" - wzdycha śliczna kelnerka - "no i mieliby wieksze branie u dziewczyn!"
No właśnie! - dlaczego ostatnio marynarze chodzą po Helu w cywilu? - wstydzą się, czy co?????
Koło naszego domu zburzono w końcu ruiny starej kotłowni z potężnym blaszanym kominem -
będzie tam budowany apartamentowiec. No-no.....
Idziemy na Dużą Plażę - i tu szok! - przyroda zemściła się widocznie za niewczesne żarty w "sezonie ogórkowym"
(patrz nowości ) - zimowe sztormy porwały wielką część plaży, podmyły wydmy i naniosły na piasek mnóstwo różności.......
Idąc brzegiem morza przeklinamy "ekologiczne opakowania" (czytaj: potłuczone butelki) i opętanych walką z plastikiem niektórych ekologów - życzymy, żeby usiedli sobie na tym gołym tyłkiem!!
Plastik paskudnie szpeci otoczenie, to fakt - ale przyrodzie NIE SZKODZI! - w przeciwieństwie do szkła! - zrozumcie to w końcu ludziska....
A biedne, podmyte wydmy? - strach pomyśleć co z nich zostanie po sezonie letnim......
30 grudnia 2002
Wiejska cała w białym śniegu, świecą świąteczne lampki, ślicznie...
Wracamy ze spaceru, pozostawiony w domu Bej wyje jak wilk - ależ ten cymbał jest rozpuszczony!!
Przy Domu Rybaka wycięto WSZYSTKIE ogromne topole osłaniające go od morza... Zgroza!
Na domu z krzywym dachem niedaleko nas przed dwoma tygodniami przerwano prace przy
kładzeniu nowego pokrycia dachowego - pięknie mokną w deszczowo-śniegowej ciapie
zgromadzone na dachu deski, wilgoć wciska się pomiędzy papę i fragmenty nowego poszycia...
Szaro, pochmurno, robi sie zimno, nadchodzi sztorm. W porcie na nabrzeżu samochody czekają
mimo mrozu na kutry mające lada chwila wrócic z rybami. Na wodzie stoi smętna skorupka
pozostała po cięciu na złom Helu-110..
Ja dalej łażę jak kaleka, bolą mnie wszystkie mięśnie mimo środków antybólowych -
a lekarze radośnie stwierdzają, że nie wiadomo co to jest, ale może już zostać na zawsze!!!
- Dziękuje...
Następnego dnia na dworze plucha i ślisko, aż się nie chce wychodzić z ciepłego domu.
Odgarniam śnieg spod bramy, a M. mimo deszczu heroicznie myje Rudego.
Idziemy na wyżerkę do Armady, spacerujemy..... już niemal za chwilę Sylwester!!
15 grudnia 2002
Wjeżdżamy na półwysep - i od razu kończy się czysty asfalt... Która to kolejność odśnieżania?
Śnieg, trochę lodu, jedziemy ostrożnie i zachwycamy się widokiem zimy i haustami świeżego powietrza.
Zatoka pokryta warstewka lodu, zamarzniety nawet cały port w Jastarni, lód jak okiem sięgnąć..
W Helu leży snieg, jest maleńki mrozik, śnieg skrzypi, jest ślicznie... Spać, spać!!
Ogladamy naszą nowo kupioną "posiadłość" - zaśmiecony dołek zarośniety chwastami i krzakami
za naszym płotem.
I o to było trzeba zrobić tyle szumu? Na pewno interwencje w Gminie za naszymi plecami
nam nie pomogły....
Pierwszego dnia, po powrocie z Wejherowa (od notariusza) idziemy na obiad do Maszoperii -
jedzenie dobre, ale oczekiwaliśmy nieco więcej, piwo ciepławe, zamówiony śledź w oleju
okazuje się być marynowany, dorszyk taki sobie, za to sałatka zrobiona na bazie kiszonej
kapusty z kminkem i dodatkami - istna poezja! i jak świetnie pasuje do rybki...
Długi spacer - w helskim porcie i okolicy ani krzty lodu, port pusty - po niedawnym sztormie
dopiero teraz kutry wyrwały się na morze, po ryby. Na wodzie stoi maksymalnie już okrojona
"skorupka" po rozbiórce kutra Hel-110. Do domu...... padamy spać jak dzieci..
Drugiego dnia jemy już w ARMADZIE - tu dorszyk świetny, piwko zimne - a sałatka niemal tak
dobra jak w Maszoperii! Dowiadujemy się, że dawną "Tawernę u Maćka" wynajęli właściciele
"Piekiełka" - życzymy im powodzenia, ale czy dadzą radę przyciągnąć klientów do tak
wielkiego lokalu?
Na nocnym spacerze naszą uwage przyciąga widok dwu wysokich masztów - okazuje się,
że to znana nam Zjawa IV
wróciła z jakiegoś zimowego rejsu, na pokładzie ciemno i cicho..
W niedzielę świeci słońce, jest coraz piękniej z połowów wracaja kutry..
Na pożegnanie dostajemy w ARMADZIE rewelacyjną wątróbkę smażona z łososia - dlaczego ja
zjadłem takie wielkie śniadanie!
3 listopada 2002
Droga w przedświąteczny czwartek była, mimo ciągłych ostrzeżeń radiowych,
niezatłoczona i z dobrą pogodą. W Helu, mimo późnej pory
ARMADA otwarta i gości w niej sporo.
Po nocy budzi nas śliczne słońce, jest zimny wiatr, więc opatulamy się i ruszamy
na spacerek. Krzyż wotywny przy porcie odnowiono tak nieszczęśliwie, że zatracił
cały urok... Zdjęto olinowania, sam krzyż pomalowano okropną srebrzanką, zdjęto część
"morskich" ozdób. W sumie wygląda smętnie...
W basenie żeglarskim stoi na wodzie, wysoko wynurzona blaszana skorupka - wszystko, co zostało z kutra Hel-110, Spacerowiczów sporo, ale turystów się nie widzi..
Idziemy "na Bałtyk" - na dużą plaże. Po drodze zwabieni grzybowym zapachem lasu
błąkamy się nieco w poszukiwaniu tychże - ale kilka godzin dało zaledwie 2 grzybki
- poszły do bigosu. Plaża pusta i spokojna, niemal bez śladów wczasowych śmieciarzy,
z nielicznymi śladami stóp. Dwukrotnie spotykamy "ekologiczne" śmieci - szklane butelki.
Życzę wszystkim zadufanym w sobie ekologom, żeby na taką - i to stłuczoną butelkę
usiedli!! Ja jednak wolę natknąć się na butelkę plastikową i każda żywa istota też...
Dochodzimy na sam Cypel, widać spore fale na Zatoce, wszędzie łowiące kutry.
Wzdłuż baterii Laskowskiego wracamy do domu, na późny obiadek. Po jedzeniu jesteśmy tak zmęczeni, że wszyscy padamy do łóżek i śpimy aż do rana.
I znów słoneczko! Idziemy na cmentarz odwiedzić groby i zapalić lampki. W drodze powrotnej zatrzymujemy się w Kapitanie Morganie na piwku. Wnętrze bardzo sympatyczne, choć niektóre "plastikowe" pamiątki nie pasują do reszty i rażą tandetą.. Obsługa super. Zaczynamy czuć głód, więc mimo moich nieśmiałych protestów zamawiamy obiad na 6 osób.
I nagle zaskoczenie - zamówione carpaccio z łososia (dla niewtajemniczonych - to płatki surowej ryby króciutko macerowane w specjalnym sosiku) okazuje się NIEJADALNE i wraca do kuchni.. Mój dorsz jest suchy i bez smaku, jeszcze tak kiepskiego nie jadłem - a to jest szczyt sezonu połowowego!!!
Również smak innych potraw nie znalazł akceptacji, nawet fritki po prostu fatalne...... - zdegustowani idziemy przewietrzyć się do portu i wracamy do siebie. A tak chciałem zjeść dorszyka w ARMADZIE!
Rankiem - pakowanie, porządki ogródkowe i niestety, odjazd..
28 lipca 2002
Wycieczka na Ventusie - Zobacz zdjęcia!
Najpierw - dlaczego stanowczo odradzamy kontakty ze stateczkiem Bliza-D....
Wymarzyliśmy sobie zbiorową wycieczkę po morzu, z racji wielkości wybrałem Blize-D i poprosiłem Joasię o przeprowadzenie pertraktacji z szyprem... Po 2 dniach pertraktacji(!) zostało ustalone, że płyniemy do Góry Szwedów (porzuconej latarni morskiej) za 250 zł - co zajmie aż 2 godziny i może być tylko o 9 rano. Dzień przed wypłynięciem Joasia poszła się upewnić - widać miała jakieś przeczucie - i dowiedziała się, że trasa za daleka, cena za mała itd. a w ogóle to im się taki rejs nie opłaci..... Wszytko w formie "jak wam sie nie podoba, to wynocha!" Nie spodobało nam się....
Poszliśmy na Ventusa - uroczy ex-duński kuterek i tam nas przyjęto sympatycznie i z otwartymi rękami, o czym za chwilę.
Ale najpierw jeszcze o Blizie-D. Uczestnicy niedoszłego rejsu byli tak wkurzeni, że zaczęli mi wyrzucać, że właśnie ten statek proponowałem, chociaż:
Tak że Bliza-D dla nas istnieć przestała.......
A teraz - jak było z Ventusem. Zobacz zdjęcia! Przyjęto nas bardzo sympatycznie i bez żadnych problemów zaakceptowano naszą ofertę. Zapłaciliśmy zgodnie z cennikiem - i wyszło taniej, niż pierwotna oferta Blizy!!! Kuter bardzo zadbany i zgrabny.
Rejs był urozmaicany przez sympatyczną załogę pokazywaniem żywych ryb i krabów, zwiedzaniem sterówki i nauką sterowania dla dzieci, wizytą w kambuzie (kuchni) dla niezwykle zainteresowanej M. - czego efektem była świetna smażona fląderka dla wszystkich uczestników wycieczki (dotychczas nie znosiłem tej ryby!).
Dodatkowo wybrałem się na zwiedzanie WC i stwierdziłem że jest w stanie sterylnym i pachnącym - to też ważne...
Narobiliśmy mnóstwo zdjęć - będzie ich tu zapewne wkrótce więcej - obejrzeliśmy z morza to co znaliśmy z plaży i po starannym obfotografowaniu porzuconej latarni morskiej na Górze Szwedów wróciliśmy szcześliwi do portu zatrzymując się przy nabrzeżu z maestrią godną pochwały.
Jedyna uwaga co do wszytkich jednostek wożących turystów - nikt nie wpadł dotychczas na pomysł, żeby załogi ubrać - jeśli nie w mundury, to choćby koszulki z logo statku (możnaby je także sprzedawać) i jednakowe spodnie......
A ponadto niektórym członkom załóg to i pralnia i prysznic PILNIE by się przydały....
Byliśmy w kościele, na koncercie II Festiwalu Muzyki Kameralnej w Helu organizowanym juz drugi rok przez helanina a zarazem najwspanialszego polskiego kontratenora, solistę Opery Kameralnej w Warszawie p.Dariusza Paradowskiego. Kościół był pełny, a gorące oklaski dla artystów (niestety tym razem p.Paradowski nie wystąpił) w pełni zasłużone. Można tylko marzyć, żeby Festiwal stał się stałym elementem helskiej kultury.....No i żeby wielominutowe bicie w kościelne dzwony nie zakłócało przebiegu koncertu, jak to zdarzyło się niestety tym razem...
14 lipca 2002
Pogoda byla jak na Rivierze - morze jak na Bałtyk cieplutkie, nawet ja, stary zmarźlak taplałem się bez końca..
Turystów z helskiego portu wożą już cztery stateczki - "Sandra", "Bliza", "Ventus" i dziwoląg przerobiony z kutra "Kapitan Nemo"
Wieczorem idziemy do portu - właśnie dobił "Ventus". Młodzi ludzie wydobywają z jego zakamarków instrumenty i zaczynają z dużą werwą grać jakiś metal... Efekt jest taki, że naokoło kutra gromadzi sie zasłuchana młodzież, a my i inni powyżej 30-ki uciekają z portu w popłochu. Po raz pierwszy widziałem w sezonie ciepły wieczór w porcie i.... zero spacerowiczów! - wzmacniacze na "Ventusie" są potężne...
Baza noclegowa w Helu urosła tak, że przy malejącym jednocześnie ruchu turystycznym nastały błogosławione (dla turystów) czasy klienta - można wybierać do woli w ofertach - w skali od "łóżko pod schodami" do "apartament" - z tym że pojęcie apartamentu w Helu jest dosyć specyficzne.. Ponadto wszędzie widać dziwne wywieszki: "łazienka RTV" - ciekawa hybryda, prawda?
Sezon turystyczny nie wiedzieć czemu skurczył się do pierwszej połowy sierpnia - poza tym luz i spokój :-))
W Helu nowość - ruszyła oczyszczalnia wody i woda NA PRAWDĘ straciła żelazisty kolor i siarkowy smrodek...
Nad Armadą rusza kawiarenka internetowa - nasze dzieci są już stracone dla świata...
Z naszej wyprawy do Pucka:
W WC położonym przy bazarku panują zwyczaje sprzed 15 lat - pani "pisuardessa" wydziela skąpo po kawalku papieru..
Po obejrzeniu fachowym okiem Andrzeja stwierdziła:
- panu papier niepotrzebny!
W chwilę później zgłoszenie od Eli wywołało dialog:
- w kabinie leży mysz....
- JAKI mysz??
- zdechły...
Pierwszy raz widziałem, żeby ludzie wychodzący z WC tak się śmiali...
Potem na bazarku zgubiłem telefon komórkowy - co stwierdziłem dopiero po godzinie i tylko niezwykłej operatywności Ani i jej talentom śledczym mogę zawdzięczać jego odzyskanie :-))
Odzyskiwaliśmy siły w urokliwej kawiarence "wiszącej" nad portem jachtowym. Widoki za oknem - niezrównane! - dlaczego w Helu się tak nie da zrobić??? :-(((
Niestety, przy wszystkich urokach i zaletach Helu jego zadbanie, estetyka i czystość wypadają w porównaniu z innymi miasteczkami na Półwyspie coraz gorzej - i jest to opinia powtarzana niemal przez każdego z naszych znajomych.........Smutno
6 maja 2002
Powitał nas księżyc w pełni, dziarsko
świecący na pełnym "kłaczków" niebie. Pogoda miała
być zmienna - i taką się też okazała.... Tak nagłych zmian
pogody nie doświadczyliśmy chyba nigdy - palące słońce i
duszący upał zmieniał się w ciągu kilkunastu minut w
dotkliwie lodowaty wiatr szalejący pod ołowianym niebem - a za
chwile - znów upalnie!!! Koniec weekendu miał już pogodę
zdecydowanie słoneczna - ludzi zjechało się do Helu jak w
szczycie sezonu - 3 maja trudno było się przepchnąć przez
Wiejska....
Przybycie Naszego Kolegi J. przed dniem majowego Święta uczciliśmy
starannie wyreżyserowanym powitaniem - z szampanem, tacą i
kieliszkami udaliśmy się na przystanek autobusu. Przechodnie
dziwnie jakoś patrzyli widząc poprzedzające naszą grupę dwie
dziewczynki z bukiecikami kwiecia, powtarzające na głos:
"Witamy towarzysza sekretarza".. W zawartym szeregu
czekaliśmy.... Już jedzie!!!! Dziewczynki rzuciły się z
kwiatami, a po chwili i nasz szereg złamał się w
indywidualnych powitaniach..
Potem liczne spacery, plażowanie, odwiedziny Armady z jej smakołykami
i zimnym piwkiem........Było dobrze!
Stałym punktem odwiedzin w porcie stał się tonący kuter
Hel-110. Zastanawialiśmy się jak to jest, że okoliczni złodzieje
kradną na złom zabytki militarne i tory kolejki - a na złom z
wraka jakoś nie ma chętnych....Któregoś wieczoru, gdy wracaliśmy
od kutra, drogę na nabrzeżu zastawił Bejowi wygięty w pałąk
i syczący kot. Grzecznie zeszliśmy na bok, a kot smyrnął
bokiem nabrzeża i dziarskim susem zniknął w wnętrzu wraka.
Widocznie stały mieszkaniec......
W rejonie "Psa Morskiego" pojawiła się CZARNA
DZIURA" - najpierw zniknęła w niej nowa śliczna bluza z
polaru, (co prawda niektórzy twierdzą, że to na skutek
uprawiania tańca go-go wokół latarni) a następnie telefon komórkowy
- żeby było trudniej znaleźć - nie naładowany.... nic tylko
Marsjanie atakują!!
Nasi znajomi zaliczyli rejs do Baltijska - cena 10 zł, ale sądząc
po reakcjach podróżników - raczej nie polecamy :)))
24 marca 2002
Ojej, jak dawno nie pisałem..... Hel
powitał mnie zaskakująco - wracałem właśnie od latarni
morskiej Wiejską, gdy nagle - rozległo się bicie dzwonów, w
które wdarł sie donośny głos trąbek wygrywających hejnał
Helu. Zrobiło się tak uroczyście, jakby to było jakieś
specjalne powitanie :-))))) Jakbym był na filmowym planie i za
chwile miały otworzyć się bramy domów z których wypadną
rozśpiewane dziewczyny z bukietami kwiatów....
Ale wiał tylko lodowaty sztormowy wiatr i na ulicy nikogo :-(((
Ostatnie sztormy poważnie uszczupliły Małą Plażę, przy
Porcie Wojennym zrobiło się wręcz piaszczyste urwisko... No
ale miejmy nadzieję, że jeden dobry sztorm z innego kierunku i
plaża wróci na swoje miejsce :-))) Bej szaleje po plaży ale do
wody wchodzi rzadko i bez entuzjazmu.....zimno...
Sztormowa pogoda zatrzymuje kutry w porcie, połowy są mocno
utrudnione.... Sztormy uszkodziły poważnie stojący obecnie w
basenie żeglarskim stary i zaniedbany kuter Hel-110 - wydaje
się, że jego losy są już przesądzone....
W naszej ulubionej "ARMADZIE" wspaniałe zmiany - jest
drewniany strop wsparty na belkach, są nowe okrętowe lampy,
jest system wentylacyjny ukryty w stropie. Właścicielka
informuje nas ze smutkiem, że dzis ma "tylko dorsza"
co wywołuje okrzyki naszego entuzjazmu - dorsz to jest to!!
Po kieliszeczku wspaniałej "Jaszczurówki", sącząc
leniwie piwko pod świetnie usmażoną rybkę siedzimy i gadamy,
gadamy.... Ku naszemy zdumieniu schodzi się sporo bardzo
sympatycznej młodzieży - inne lokale świecą dziś pustkami...